W splątanym gaju rąk i nóg
szepczemy słowa święte,
jak kiedyś szeptał młody bóg
bogini niepojętej
ole, ole, ole, ola, oli
bogini niepojętej
w czerwonym żarze rzewnych żądz
płoniemy jak pochodnie
i opadamy w niebo śniąc
niewinnie i łagodnie
cyt, cyt, cyt, cyt...
niewinnie i łagodnie...
w żałobnym chłodzie znanych ust
szukamy pocieszenia,
słuchając jak nam stygnie puls
i mylą się znaczenia
to nic, to nic, to nic, to nic, to nic...
to mylą się znaczenia...
dopóki demon smutku śpi,
niech żyją młode żądze,
dopóki życie w nas się tli,
dopóki są pieniądze
ole, ole, ole, ola, oli
niech żyją młode żądze,
dopóki życie w nas się tli,
dopóki są pieniądze...
Byłem w Nowym Jorku.
Tak, byłem w Nowym Jorku.
To naprawdę wielkie przeżycie.
Po prostu polecieć i być w Nowym Jorku.
Po prostu polecieć i być.
Więc byłem w Nowym Jorku.
Siedziałem w Nowym Jorku.
Taki jak jestem, to byłem i siedziałem...
A potem się zmęczyłem.
I stałem w Nowym Jorku.
Stałem w Nowym Jorku i widziałem.
Mówili mi: pojedź.
Pojedź i zobacz.
Musisz tam pojechać i zobaczyć.
Mówili mi: pojedź.
Tym bardziej, że możesz.
To musi być wspaniałe: Nowy Jork.
Więc dobrze, powiedziałem.
Pojadę i zobaczę.
I opowiem wam jak było w Nowym Jorku.
I byłem. Pojechałem.
I byłem. I widziałem
I stałem, i siedziałem w Nowym Jorku.
A teraz mówię: nie wiem.
Nie powiem wam, bo nie wiem.
Nie wiem jak było w Nowym Jorku.
Lecz mówię wam: pojedźcie.
Postójcie. I posiedźcie.
Bo nie warto nie być w Nowym Jorku.